Deszczowy dzień

 

- Przedszkolaczku, Przedszkolaczku mój kochany, wybierzmy się na drugi brzeg!
- No doooobra.
I poszłyśmy.

DSCN4399Wybrałyśmy się do przemysłowej części Kilonii. W tym porcie nie cumowały białe jachty i wypasione motorówki, tylko promy, kutry oraz kontenerowce. Szare niebo i nadchodzący deszcz dodawały tej dzielnicy swoistego, industrialnego uroku. 

selfieTrochę się pogubiłyśmy i musiałyśmy spytać o drogę. Gdy wreszcie odnalazłyśmy tą właściwą, postanowiłyśmy zrobić sobie selfie. Całkiem fajnie wyszło, chyba sobie to zdjęcie wydrukuję i oprawię. Swoją drogą: Czy ktoś z was zna polskie określenie na selfie, które byłoby trafne i niewulgarne? Jeśli tak, dajcie znać, bo nie cierpię tego słowa :)

portWeszłyśmy na pokład promu i wyruszyłyśmy w dwuminutowy rejs. Trochę zazdroszczę mieszkańcom Kilonii, że mogą sobie urozmaicać codzienność małą wycieczką na drugi brzeg :)

tabliczka o marudzeniuW wolnym tłumaczeniu: Uprzejmie prosimy nie drzeć ryja i nie marudzić. Dziękujemy i życzymy Państwu udanej podróży. Chyba będę musiała kupić podobną tabliczkę Kudłatemu i przytwierdzić mu ją do czoła :) .
Zaczęło padać, ale nie miałyśmy prawa narzekać. Dosłownie!

panorama drugi brzegDrugi brzeg Kilonii prezentował się całkiem zachęcająco. Dzięki padającemu deszczowi wszystko było bardziej kolorowe i wyraziste. Uwielbiam, kiedy pada!

domekUwielbiam także małe, urocze domki. W przyszłości będę taki mieć!

murzyn- Dzień dobry, panie murzynie!
To plakat wystawy, do której obejrzenia zachęcałam was we wcześniejszym wpisie. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi, dlaczego sztukę włoską promuje niebieskooki murzyn :) 

uliczka brzegPort, padający deszcz, śmieszne domki z cegły i można poczuć się jak w Anglii. 

tolkienDo tego Tolkien. Ciekawe, czy przewożą nim hobbity :) 

kawiarniaRazem z Przedszkolakiem postanowiłyśmy schronić się przed ulewą. Naiwnie myślałyśmy, że damy radę ją przeczekać i wstąpiliśmy do kawiarni na herbatę i coś dobrego

komoda w kawiarniW środku było ciepło, sucho i zdecydowanie zachęcająco. Spotkałyśmy rodzinkę sympatycznych Czechów, których wzięłyśmy za Polaków. Bezskutecznie próbowałyśmy uwiecznić na zdjęciu niemieckiego odpowiednika Paździocha. Ciągle się nam, skubany, wymykał. Najlepsze było dopiero przed nami. W drodze do łazienki musiałyśmy przemknąć przez drugą salę, w której najprawdopodobniej odbywał się jakiś wernisaż. Ot, eleganccy ludzie stoją, piją wino i dyskutują o czymś zawzięcie po niemiecku. Gdy wyszłyśmy z toalety, wszyscy ci ludzie, jak na zawołanie, zaczęli tańczyć tango. Nieźle. Nikt nie powitał mnie równie entuzjastycznie po wyjściu z kibla :) 

panUlewa okazała się nie do przeczekania. Wyszłyśmy na zalaną deszczem ulicę. Na brzegu zobaczyłam człowieka (w mojej wyobraźni: staruszka), który łowił rybę. Ulewa okazała się nie do przeczekania. Wyszłyśmy na zalaną deszczem ulicę. Na brzegu zobaczyłam człowieka (w mojej wyobraźni: staruszka), który łowił rybę. Kolory wyglądały tak fajnie, że nie mogłam oprzeć się pokusie i sięgnęłam po aparat. Odwiedziłyśmy das Lichthaus i postanowiłyśmy wracać. 

TO20Ludzie gdzieś zniknęli. Zaczęło się robić szaro, coraz szarzej…

szaroO, właśnie tak. Po co komu kolory?

9Do siebie wróciłyśmy mokre, zziębnięte, ale zadowolone. O dziwo, żadna z nas się nie przeziębiła, a Przedszkolak choć troszkę przekonał się do spacerów w deszczu :)

 

3 komentarze do “Deszczowy dzień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>