Wigilia klasowa- koniec świata!

Tego z 2000r. nie pamiętam. Miałam zaledwie pięć lat i nie przypominam sobie nerwowej, pełnej napięcia atmosfery w domu albo przerażających wiadomości w telewizji. Widocznie moja rodzina nie przejmowała się zbytnio nadchodzącą apokalipsą (nawet babcia- fanatyczna katoliczka). Dopiero po latach dowiedziałam się, w jak wielkim byłam (nie tylko ja, ale całe społeczeństwo) niebezpieczeństwie :)

Tym razem wszystko było inne.

Koniec świata, nazwany przez jakiegoś wesołka świętem ruchomym, przypadał w dzień klasowej Wigilii. Wieczorem, 20. grudnia, siedziałam w pokoju i z pomocą mamy pakowałam prezenty dla przyjaciół. Słuchałyśmy muzyki, trochę rozmawiałyśmy…

Mama nie wierzy mediom. Wierzy za to, że nie znamy dnia, ani godziny. Tak więc, kiedy ja zerkałam nerwowo na zegarek i wraz z przesuwaniem się wskazówek miałam coraz większą ochotę wyjść na dwór lub zadzwonić do bliskich mi osób, ona niewzruszenie owijała paczuszki złotą wstążeczką. Nie ukrywam- mimo tych wszystkich żartów i wygłupów związanych z Apokalipsą, w których także brałam udział, trochę się bałam. Jak już mówiłam, nigdy niczego (i nikogo) nie jestem do końca pewna. To naprawdę staje się męczące.

Gdyby Apokalipsa naprawdę miała miejsce, to zastałaby mnie we własnym pokoju, użerającą się z opornym papierem pakowym. Pisząc ten tekst uświadomiłam sobie, że odchodziłabym na Sąd Ostateczny w rytm motywu z Ojca Chrzestnego. Godnie, prawda?

A propos` ścieżki dźwiękowej z Ojca Chrzestnego- zamierzałam podarować ją przyjacielowi na Gwiazdkę. Sama płyta to trochę bezpłciowy prezent, więc postanowiłam ją nieco spersonalizować (ale okropne słowo!). Korzystając z bogatego w możliwości Painta, zrobiłam mały fotomontaż- poorana zmarszczkami, budząca respekt twarz don Vita Corleone`a została zastąpiona poczciwą facjatą przyjaciela. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania i każdy, komu me dzieło zostało objawione, śmiał się do rozpuku. Szkoda tylko, że nie udało mi się zobaczyć reakcji głównego zainteresowanego.

Koniec świata nie nastał, więc szkolna Wigilia odbyła się według utartego schematu- na stojąco przemęczyliśmy przemówienia, czytanie Ewangelii św. Łukasza i (wyjątkowo mało awangardowe w tym roku!) jasełka, po czym rozeszliśmy się do klas.

Dzielenie się opłatkiem wspominam (jak zawsze!) dobrze. Wyznaję zasadę: Składając życzenia, składaj je tak, by nie było ci przykro, gdy się spełnią. Było naprawdę magicznie, prawie rodzinnie. Dobrze mieć czasem małą klasę :)

Usłyszałam wiele miłych, ciepłych słów. Niektóre życzenia były naprawdę nietuzinkowe (dygresja pewnego osobnika na temat podrywów- bezcenna). Kilka osób życzyło mi, bym się nie zmieniała. Traktuję to jako komplement z najwyższej półki. No i co się naprzytulałam, to moje :)

Później przeszliśmy do konsumpcji. Jak co roku, przygotowany przez jedną z dziewczyn jabłecznik był źródłem moich  zachwytów- kocham wszystkie wypieki, które zawierają jabłka :) . A skoro o gotowaniu (i pieczeniu!) mowa… Muszę pochwalić kolegę o zacięciu kulinarnym. W tym roku przygotowana przez niego zupa rybna była naprawdę pyszna (wszyscy zjedli!). Według mnie, wersja śródziemnomorska tego dania bije na głowę wariant z piernikami, rodzynkami i makaronem.

Co do prezentów- myślę, że były przemyślane i udane. Z tego co widziałam, żadem z przeze mnie obdarowywanych się nie krzywił :)

Sama również otrzymałam kilka naprawdę świetnych rzeczy. Pochwalę się i wstawię zdjęcia, a co mi tam :)

Za Nietykalnych- wielkie dzięki! To jeden z filmów na gorsze dni, bardzo lubię do niego wracać, gdy mam doła. Każdemu, kto nie widział- polecam!

Miło mi, że ktoś zadbał, bym miała co czytać na święta, a wielki kubek na herbatę zawsze się przyda. A miałam ograniczyć teinę… :)

Za Ciastka dla człowieka o głosie Ciastka także dziękuję :) Jak widzisz, Migdalico, już znalazł sobie godne miejsce na naszej choince. Dobrze, że mamy sztuczną- przynajmniej żadna igła nie będzie go uwierać w jego ciastkowy tyłek :)

Dbają o mnie, oj dbają! Jedna z koleżanek zainwestowała w cudowne, świąteczne nauszniki, co by mi więcej uszy nie zmarzły :)

Migdalica twierdzi, że wyglądam w nich, jakbym miała jakieś narośle, ale…Co ona wie o prawdziwym dizajnie? :D

PS Wiem, że roi się w tym wpisie od emotikonek, ale w końcu…Święta są, a nikomu dodatkowy uśmiech jeszcze nie zaszkodził, prawda? :D :D :D

2 komentarze do “Wigilia klasowa- koniec świata!

    • A jak taki ciastek może się nie podobać? Jest przeuroczy :)
      Ech, moja mała Migdalico- Ty to się nawet Apokalipsy nie boisz. Trwać przy Twym boku to dla mnie zaszczyt!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>