Wakacyjne znajomości, czyli poszerzanie horyzontów

Poznałam całkiem ciekawego człowieka. Nasza znajomość zaczęła się w dość nietypowym miejscu – w lumpeksie. Niestety, muszę was rozczarować- nie będzie to ckliwa i romantyczna historyjka o dwojgu młodych ludzi, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, po czym radośnie spółkowali w przymierzalni.

Po prostu ów osobnik stał przy jednym z wieszaków i przeglądał wiszące na nim ciuchy. Zauważyłam, że trzyma on w ręku kilka koszulek z zespołami rockowymi (istne cacka za grosze), więc poczekałam, aż się oddali i uszczknęłam jedną z pozostałych dla siebie. Kilka minut później podszedł do mnie i spytał się, czy mu ją oddam. Zaproponowałam wymianę- moja koszulka z KISS w zamian za jego z AC/DC.  Z racji, iż żadna ze stron nie chciała ustąpić (oboje liczyliśmy na to, że druga strona dobrowolnie odda swoją zdobycz), nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia i rozeszliśmy się w pokoju :)

Później, dzięki przypadkowi  (i jednej z koleżanek), natrafiliśmy na siebie ponownie. I znów powiedzenie: „Jaki ten świat mały” okazało się trafne- jakimś cudem ów osobnik mieszka tuż obok mojej szkoły. Zaczęliśmy ze sobą pisać, okazało się, że jest całkiem sympatycznym i mądrym rozmówcą, z którym można się pośmiać i pogadać na zupełnie poważne tematy- mniej lub bardziej filozoficzne. Ostatnio zastanawialiśmy się nad powrotem człowieka do natury, korzeni, ogólnie- do pierwotnych, elementarnych wartości.

Dla mnie przyroda to coś absolutnie wyjątkowego. Zawsze fascynowały mnie występujące w niej powiązania, zależności. No i nigdy nie mogłam się nadziwić, jak Matka Natura tak sprytnie to wszystko rozplanowała- nic się nie marnuje, wszystko jest na swój sposób potrzebne, by stworzyć jedną, wielką całość. Zastanawiam się tylko, jak bardzo (i do czego) przyrodzie potrzebni są ludzie.

Może to zabrzmi nieco naiwnie, ale kiedy przebywam na łonie natury (w lesie, na łące, na polu, w górach), to czuję nie tylko wolność, ale i obecność Boga. Ostatni raz doświadczyłam tego, będąc w Puszczy Nadnoteckiej-wdrapałam się z mamą i psem na ambonę, gdzie czekając, aż jelenie wyjdą na polanę, patrzyłyśmy jak się ściemnia. Siedziałyśmy w kompletnej ciszy. Zero rozmów, śmiechu… Choć na co dzień jestem gadułą, to w tamtym momencie cisza wydawała mi się czymś zupełnie naturalnym, nie miałam odwagi sprofanować jej jakimkolwiek komentarzem, nawet słowem. Dźwięki lasu zmieniały się wraz z zachodzącym słońcem- gdy ptasi jazgot w końcu ucichł, odezwały się cielaki (tak się mówi na małe jelenie), czasem dało się usłyszeć pochrząkiwanie dzika. Cisza zwiększała się z każdą chwilą, swoje apogeum osiągnęła w momencie, kiedy moje uszy wychwyciły szelest skrzydeł przelatujących nad polanką nietoperzy. Nie przypuszczałam nawet, że to możliwe.

Okazało się, że mój rozmówca ma podobne odczucia- utożsamia się z bohaterem filmu „Wszystko za życie„. Twierdzi, że czasem tylko taka ucieczka do natury pozwala mu się choć na chwilę oderwać od problemów (szkoła, praca, pieniądze, itp.) i poczuć się naprawdę wolnym człowiekiem. Mówi, że jesteśmy niewolnikami społeczeństwa i technologii, które nas ograniczają tak, że stopniowo nie ma czasu na miłość, przyjaźń, wiarę…

Wydaje mi się, że jest w tym sporo prawdy- zatracamy prawdziwe wartości na rzeczy ich marnych namiastek, substytutów. Tylko dlaczego tak się dzieje?

Odpowiedź jest prosta- nie mamy czasu. Swoją drogą, to całkiem ciekawe- mimo rozwoju technologii, które ułatwiają lub wyręczają nas w pracy, ciągle jesteśmy czymś niesłychanie zaabsorbowani, wiecznie nam się gdzieś śpieszy. Żyjemy za szybko. Wybieramy pozornie łatwiejsze rozwiązania, które w przyszłości przysparzają nam rozczarowań. Szybki seks w toalecie z przypadkową osoba lub sponsoring zamiast prawdziwej miłości, grono przyjaciół wymienione na setkę facebookowych znajomości z ludźmi, którzy nic dla nas nie znaczą i vice versa- przykłady można by mnożyć i mnożyć.

Są na szczęście jeszcze miejsca, gdzie życie płynie wolniej- chociażby w małych miasteczkach lub wsiach. Kiedy spojrzy się na ludzi, którzy żyją tak inaczej od nas i kierują się nieco innymi wartościami, nasuwa się refleksja- kto ma rację? Co jest dla mnie lepsze? Jaki jest sens mojego istnienia? Czy jestem szczęśliwy?

Doszłam do wniosku, że mam tylko jedno życie. Nie będzie powtórki z rozrywki. Dlatego muszę zacząć je bardziej wykorzystywać. Przyznam, że sama siebie zaskoczyłam w te wakacje. Zawsze miałam masę planów, których nie realizowałam, teraz jest odwrotnie.  Tak jakoś wszystko mi się chce, zaczęłam lepiej gospodarować swoim czasem- staram się nie marnować go przed komputerem (jak dobrze, że nie oglądam telewizji, przynajmniej to odpada) lub „gnijąc” w łóżku. Spotykam się z przyjaciółmi, jeżdżę rowerem, biegam, nadrabiam zaległości w czytaniu i oglądaniu filmów, poznaję nowych ludzi… Jeszcze żeby tak udało mi się znaleźć czas na naukę rosyjskiego, a byłoby pięknie!

Zrobiłam też „czystkę” wśród znajomych na Facebooku. Wyżej wspomniana przeze mnie rozmowa ze staro-nowo poznanym kolegą zainspirowała mnie do tego czynu. Po co mi w znajomych ludzie, których nie znam, z którymi nie utrzymuję żadnych kontaktów, ba, ludzie, których nawet nie lubię? Na początku szło mi nieco opornie, zastanawiałam się, co sobie mogą te osoby pomyśleć, czy będzie im przykro. Później się rozkręciłam. Wynik końcowy? Ze 196 znajomych zrobiło się skromne 83.

Śmieszy mnie, że miałam jakiekolwiek skrupuły- na ponad setkę usuniętych z grona znajomych osób, zaledwie jedna się odezwała, zdziwiona, że nie ma mnie w gronie swych znajomych.

Nawet w uczuciach zaczyna się układać pomyślnie- żyć, nie umierać!

2 komentarze do “Wakacyjne znajomości, czyli poszerzanie horyzontów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>